środa, 23 marca 2005

Moje Gwiezdne Wojny

Dawno, dawno temu, kiedy ledwie co dawałem radę czytać napisy nałożone na oryginalny film, w moim życiu, ot tak znienacka, pojawiły się gwiezdne wojny. Mój pierwszy kontakt z nimi polegał na wysłuchaniu dosyć chaotycznej opowieści któregoś z podwórkowych kolegów, który słyszał już o jakiś gwiezdnych wojnach od kolegi, który już je gdzieś widział... Moja wyobraźnia lekko negowała możliwość prowadzenia wojen kiedy taki żołnierz-kosmonauta musi często skakać z gwiazdy na gwiazdę... W końcu mógłby mu wypaść laser...

Jakiś czas później po raz pierwszy trafiłem do kina na „Gwiezdne Wojny”. Było to gdzieś około 1979. Wiązało się to z wielkim stresem bo film był od lat dwunastu a ja miałem dopiero osiem. Byłem na nim w kinie co najmniej siedem razy. Tak bardzo wyszedł poza moje wcześniejsze o nim wyobrażenia, że nawet dziś, po 26 latach, kiedy trafię gdzieś na niego - to nie mogę się oderwać.

Cztery lata później, głównym tematem naszych podwórkowych dyskusji było to, czy może być prawdą to, że Luke jest synem Vadera? W marcu 1983 roku odstałem kilka godzin w ogromnej kolejce ale udało mi się kupić w przedsprzedaży bilety na przedpremierowy seans „Imperium kontratakuje”. Pamiętam, że kiedy Luke Vaderowicz Skylwaker stracił dłoń, wszyscy w sali kinowej zamarli. Nigdy wcześniej ani nigdy później niczego takiego nie doświadczyłem.

{mosimage}Niestety kiedy na ekrany kin trafił „Powrót Jedi”, byłem już zbyt duży na misie a przy okazji nie byłem aż tak naiwny, żeby uwierzyć, że żołnierza z elitarnej jednostki, ubranego w specjalny pancerz, może strzałem z procy załatwić metrowej wysokości misiek z twarzą pekińczyka.

Epizody 1 i 2 obejrzałem już tylko z ciekawości. Kiedy po raz pierwszy oglądałem w kinie „Mroczne Widmo” to mniej więcej całą środkową część przespałem. Znajomi śmiali się ze mnie i mówili, że przespałem najlepsze. Faktycznie, mieli rację, część drugą ratuje pojedynek Jedi z Sithem. Nadrobiłem dzięki technologii DivX. Jar-Jar i reszta Gałganów spowodowała, że zacząłem się zastanawiać nad tym po co ja to oglądam... Na Epizodzie 2 bardzo się starałem nie usnąć – udało się. Przez gumisia Jodę oblałem się colą, dzięki czemu pamiętam ten seans.

Za półtora miesiąca premiera Epizodu 3 i przyznam się, że mimo wszystko ciągnie mnie do kina. Może to już nie będzie film dla dzieci?

Brak komentarzy:

Etykiety

ludzie (48) awantura (43) polityka (31) Oko Proroka (23) technikalia (11) spam (9) praca (7) prawo (7) Allegro (6) telefonia (6) aukcje (5) forum (5) Wrocław (4) Nauka (3) Racjonalizm (3) kino (3) Enterprise (2) NAPISY (2) Poczta (2) Star Trek (2) Star Wars (2) bank (2) kaczka (2) klub (2) komputer (2) sklep (2) Atlantis (1) Avatar (1) Cameron (1) FSM (1) POGF (1) SG1 (1) SGA (1) acer (1) crapware (1) film (1) inpost (1) jedzenie (1) laptop (1) netbook (1) piłka (1) software (1) sport (1) tybet (1) windows (1) www (1)