niedziela, 22 kwietnia 2007
Komentarze odwetowe na aukcjach internetowych
Co to są komentarze? Otóż po zakończeniu całej transakcji, sprzedający ocenia kupującego a kupujący sprzedającego poprzez wystawienie komentarza do transakcji. Są trzy możliwości: komentarz pozytywny, komentarz neutralny oraz komentarz negatywny. Dodatkowo można w komentarzu napisać kilka zdań od siebie. Według Allegro komentarze to „platforma dla subiektywnych i suwerennych opinii na temat przebiegu całej transakcji”, które powinny zawierać: „Opis przedmiotu transakcji (towaru lub usługi) – jego stanu i zgodności z informacjami w ofercie oraz opis przebiegu transakcji (ocenę komunikacji z Kontrahentem, obsługi ze strony Sprzedającego)”. Trochę inaczej wygląda to od jakiegoś czasu na Ebay-u, gdzie niedawno wprowadzono możliwość niezależnego oceniania w komentarzu: opisu przedmiotu, komunikacji, szybkości wysyłki oraz kosztów wysyłki i obsługi. Komentarze Ebay-owskie różnią się także tym, że przez 90 dni widać końcową cenę i jakich przedmiotów dotyczą. Komentarze są nieobowiązkowe. Kto chce ten wystawia, kto nie chce ten nie wystawia.
Wszystko to bardzo dobrze działa dopóki obie strony są zadowolone i wystawiają sobie komentarze pozytywne bądź gdy kupujący jest tak bardzo niezadowolony, że zupełnie nie przejmuje się komentarzowym odwetem. Z mojego doświadczenia wynika, że najsłabszą stroną „platformy dla subiektywnych i suwerennych opinii na temat przebiegu całej transakcji” jest możliwość użycia komentarza jako broni odwetowej na wystawiony wcześniej komentarz neutralny. Zdarzyło mi się kiedyś wystawić Sprzedawcy komentarz Neutralny w zamian za co otrzymałem Negatywny. Przy kolejnej aukcji, w której powinienem subiektywnie i suwerennie wystawić Neutrala, nie zrobiłem tego ale z premedytacją nie wystawiłem komentarza. Widzę, że nie tylko ja tak postępuję. Wygląda więc na to, że obecnie komentarze są subiektywne tylko do pewnego miejsca i nie do końca suwerenne. Jak temu zaradzić? Moim zdaniem rozwiązanie jest proste. Oba komentarze powinny pojawić się na kartach użytkowników dopiero wtedy kiedy obie strony je wystawią. Wcześniej na karcie powinienem pojawić się tylko napis „komentarz wystawiony”. Dzięki temu obie strony transakcji poznają treść swoich komentarzy dopiero po wystawieniu swoich a odwetowe komentarze przejdą do historii.
sobota, 14 kwietnia 2007
Papierochy
Trwa narodowa dyskusja na temat całkowitego zakazu palenia w miejscach publicznych. Na stronach Internetowych można podpisać się pod apelem – wnioskiem w tej sprawie. Można też złożyć swój podpis, kiedy jest się przeciwko – co moim zdaniem bardzo pozytywnie wpłynie na dyskusję w tej sprawie.
Widać już wyraźnie, że popierających zakaz jest dużo więcej. Wielu znanych mi palaczy zgadza się z tym, że palenie jest bardzo uciążliwe nie tylko dla nich ale także dla przebywających w ich towarzystwie osób. Medycyna dostarcza nam niepodważalnych argumentów na to, że bierne palenie zabija tak samo (a czasem nawet skuteczniej) niż palenie aktywne. Na nasze szczęście, w ciągu ostatnich dwudziestu lat społeczność palaczy zamieniła się miejscami ze społecznością niepalących. 20 lat temu to niepalący byli w mniejszości bo palili prawie wszyscy i prawie wszędzie. Dziś już tak nie jest i nikogo wychodzenie na papierocha już nie dziwi bo jest to traktowane jako normalne zachowanie.
Dziwią więc argumenty właścicieli lokalów gastronomicznych, którzy twierdzą, że zakaz palenia pozbawi ich klientów. Szczególnie kiedy słyszę je od właściciela lokalu, do którego przychodzi się po to aby jeść. Moim zdaniem taki zakaz na dłuższą metę, spowoduje, że obroty knajpiarzy wzrosną bo palacze będą zamawiać więcej (ot widać to na przykładzie słonych orzeszków, na których zarabia się znacznie więcej niż na papierosach) aby zneutralizować brak papierochów. Skąd więc ten strach u gastronomów? Przypuszczam, że to efekt działań marketingowych firm tytoniowych. Przedstawiciele handlowi koncernów papierochowych regularnie odwiedzają puby i restauracje, sprzedając wizję tego, że sukces w branży zależy od dostępności w danym lokalu papierosów - a tak naprawdę od możliwości ich palenia. Swoje słowa popierają różnorakimi prezentami, a to popielniczkami z logo koncernu, a to telefonem komórkowym z pakietem set minut, z którego właściciel, czasem także personel może korzystać do woli pod warunkiem, że spełni wymagania dla danej „promocji”. Zapewne to jest także powodem tego, że w większości znanych mi miejsc nie przestrzega się obowiązujących obecnie regulacji prawnych dotyczących zakazu palenia w jednoizbowych lokalach gastronomicznych.
niedziela, 25 lutego 2007
Humory
Kupiłem laptopa. Ładny jest. Srebrny na górze a czarny na dole. Nie dla wyglądu go kupiłem. Zależało mi tylko aby miał tv-out. Bardzo - bo od jakiegoś czasu strasznie zżyłem sie z obrazem komputera oglądanym na stojącym na przeciw łóżka, telewizorze. Nie wiem co musi mieć w sobie telewizja skoro nawet w epoce wszechobecnego Internetu nie sposób obejść się bez telewizora... Byleby tylko dał się podłączyć do komputera.
omnis mundi creatura
quasi liber et pictura
nobis est in speculum
Tak więc kupiłem laptopa z wyjściem telewizyjnym. W dzisiejszych czasach kupowanie laptopa wydaje się być proste. I faktycznie jest. Idziesz do sklepu, zamawiasz, i po kilku dniach odbierasz. Tyle mówi teoria. W praktyce, zanim udało mi się zamówić musiałem poczekać pół godziny w kolejce bo inni też chcieli. Potem kiedy ja odbierałem inni czekali żeby zamówić – koło wydarzeń wykonało pełny obrót. Ot, znak czasów: kolejka w sklepie z laptopami. Bardzo spodobało mi się, że Pan Sprzedawca rozpakował przy mnie sprzęt i pozwolił wszystko dokładnie sprawdzić. Kiedy ja, klikając w klawisze sprawdzałem sprzęt, On wypisywał papierzyska. Swoją drogą im bardziej jesteśmy komputerowo zaawansowani tym papieru zużywamy coraz więcej – a przecież to nie tak miało być... Wróciłem do domu, rozpakowałem karton, wyjąłem notebooka z kartonu i od razu podłączyłem wykonany własnymi rękami kabel do telewizora. I nic. Nie działa. W ciągu następnych paru dni doktoryzowałem się z dziedziny 'wyjścia telewizyjne na kartach graficznych'.
W końcu kupiłem inny kabel, po podłączeniu którego na moim telewizorze pokazał się pulpit komputera – tylko, że czarno-biały. Doktorat już miałem, więc tym razem, w ciągu następnych paru dni zaliczyłem habilitację. Dokopałem się w końcu, na jakimś forum dla pasjonatów elektroniki, że aby rozwiązać problem z brakiem kolorów potrzebuję urządzenia zwanego sumatorem, które to tak naprawdę składa się z dwóch oporników i jednego kondensatora.
Kiedy jechałem po te elementy do sklepu elektronicznego przemknęła mi przez głowę myśl, że nie po to kupiłem laptopa aby bawić się z lutownicą w 'młodego elektronika'. Z opornikami i kondensatorem wróciłem do domu, podłączyłem i teraz wszystko pięknie działa. Elementów nie wyjąłem nawet z woreczka, wystarczyło tylko je kupić. Ot, humory sprzętowe – do których wraz z rozwojem technologii musimy przywyknąć.
środa, 19 lipca 2006
Stacjonarne odtwarzacze DVD/DivX
Stacjonarne odtwarzacze DVD/DivX stają się coraz bardziej popularne. Większość ludzi słysząc o stacjonarnym „dividi”, na którym można oglądać filmy „komputerowe” z „napisami” wyobraża sobie, że kupi sobie taki sprzęt, podłączy do telewizora, następnie włoży sobie płytę, wciśnie play i odda przyjemności oglądania. Nic bardziej błędnego. Rzeczywistość jest zupełnie inna.
Dostępne na naszym rynku stacjonarne odtwarzacze DVD/DivX są obciążone kilkoma mankamentami, pierwszy z nich to podłej jakości czytnik CD/DVD. Czego więc możemy się spodziewać w tym względzie? Otóż tego, że po włożeniu naszej jakiejś płyty do czytnika nic się nie stanie, poszumi, poszumi i nic. Wciskanie klawiszy na pilocie nic nie pomaga. Co robimy w takiej sytuacji? Odwiedzamy forum internetowe producenta, rejestrujemy się i grzecznie pytamy o co tu chodzi. Po chwili pojawia się odpowiedź, więc pełni nadziei klikamy żeby przeczytać o rozwiązaniu naszego problemu i... I następny zonk, dostaliśmy właśnie „zjebkę”, że temat jest tu często wałkowany i żebyśmy sobie poszukali w odpowiednim dziale. Jeżeli mamy jakieś pojęcie o tym jak działają internetowe community (społeczności) i pewne doświadczenie w użytkowaniu takich forów, to po paru chwilach znajdziemy odpowiedni dział. Czego się tam dowiemy? Ano dowiemy się, że są płytki, które nasz odtwarzacz lubi oraz takie, których nie lubi.
Ciężko to jednak określić ponieważ wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że gdzieś, u kogoś takie płytki jakich używamy działają idealnie ale jeszcze u kogoś innego już nie działają. Do tego wszystkiego dowiemy się, że to na czym je nagrywamy oraz jak je nagrywamy także może być istotne. Krótko mówiąc zanim zdecydujemy się na stacjonarny odtwarzacz DVD/DIVX powinniśmy zrobić sobie „licencjat” z nagrywania płyt oraz specjalizację w zakresie rodzajów i wersji nośników, dzięki czemu będziemy potrafili wypalić sobie w odpowiedni sposób i na odpowiedniej płytce materiał, który chcielibyśmy sobie pooglądać. Na koniec empirycznie przekonamy się o jakości stosowanych w tych odtwarzaczach czytnikach, które całkowicie głupieją kiedy nieopatrznie zostawimy na spodniej części płyty odcisk naszego palucha...
Niebawem pojawi się następny problem. Otóż jeżeli nasz film zakodowany jest nieobsługiwanym przez odtwarzacz kodekiem lub też jego rozdzielczość jest zbyt wysoka to mimo tego, że nagramy go w odpowiedni sposób i na odpowiednim nośniku i tak go nie odtworzymy. Co robić w takiej sytuacji? Znowu zaglądamy na forum, szukamy odpowiedniego działu i tym razem robimy „doktorat” z kompresji, dekompresji, rodzajów kodeków, rozdzielczości, bitrate i obsługi odpowiedniego oprogramowania za pomocą którego robi się te wszystkie rzeczy.
Przebrnęliśmy przez powyższe, potrafimy już rozpoznawać rodzaje nośników, potrafimy je nagrywać na naszej nowej nagrywarce, którą kupiliśmy do domowego komputera a która według „fachowców” z forum jest do tego najbardziej odpowiednia, przekodowaliśmy sobie materiał filmowy zgodnie z zaleceniami. Wkładamy więc tak przygotowaną płytkę do odtwarzacza, wciskamy play i... I okazuje się, że nie ma napisów. Co teraz? Jak zapewne się domyślacie przed nami następne studia, tym razem o formatach plików dosowych, formatach napisów, czcionkach, polskich znakach oraz kurs obsługi odpowiedniego edytora napisów.
Podsumujmy więc to wszystko. Dla kogo są stacjonarne odtwarzacza DVD/DIVX? Moim zdaniem tylko dla osób, które tuż obok takiego odtwarzacza mają komputer PC z zainstalowanym Subeditem do napisów, VDUB-em do rekodowania oraz nagrywarką zdolną odpowiednio wypalać odpowiednie płyty kompatybilne z nie najwyższych lotów czytnikiem. Taki odtwarzacz doskonale sprawdzi się w domu, w którym rezyduje jakiś komputerowy maniak, hobbysta-amator, gotowy w praktyczny sposób zmierzyć się z opisanymi wyżej problemami. Zwykłemu człowiekowi, który nie jest pasjonatem komputerowych technologii video – taki zakup odradzam.
wtorek, 18 lipca 2006
Horror we Wrocławiu
Tragedia ta rozegrała się w Śródmieściu Wrocławia. Dwudziestosześciolatek zaszlachtował nożem swoich rodziców. Mordował ich przez dobrych kilkadziesiąt minut. Krzyki mordowanych ludzi słyszeli sąsiedzi. Przez półtorej godziny wzywali Policję. Kiedy w końcu stróże prawa i porządku przybyli na miejsce - nie interweniowali. Wezwali kompanię antyterrorystyczną. Uzbrojeni po zęby policyjni komandosi wyciągnęli chłopaka zza tapczanu. Nie stawiał im oporu...
Jestem zszokowany tym wydarzeniem. Najbardziej postawą Policji. "Najwięcej morderstw popełnia się w Polsce w kręgu rodzinnym. Często pod wpływem alkoholu, na przykład podczas świąt, noże wyciągają mąż i żona lub konkubent i konkubina. Tak wygląda zdecydowana większość polskich zabójstw" - mówi policyjny psycholog a jego słowa znalazłem w Internecie. Statystyka jest więc bezlitosna: W Polsce najwięcej morduje się pośród najbliższych - używając do tego noża. Dlaczego więc Policja zupełnie nie potrafi działać w takich okolicznościach? Dlaczego zgłoszenie o tym, że za ścianą syn szlachtuje rodziców czeka półtorej godziny na interwencję? Dlaczego patrol, który pierwszy przybył na miejsce nie interweniował tylko wzywał uzbrojone po zęby posiłki? Czy do pojmania domowego nożownika naprawdę konieczna jest interwencja specgrupy?
Być może zbyt dużo oglądałem amerykańskich dramatów policyjnych. Być może. Jednak w głowie mi się nie mieści, że dwóch wyszkolonych do pracy w Policji facetów, mających do swojej dyspozycji pistolety nie jest w stanie przeszkodzić innemu facetowi używać noża? Być może źle myślę – ale wydaje mi się, że człowiek postrzelony w biodro i bark nie za bardzo będzie w stanie takim nożem machać...