Wczoraj zmarł Stanisław Lem. Każdy wie kim był Mistrz, prawie każdy zna jego Dzieła. Nie będę więc o tym pisał. Napiszę o tym, jak to się stało, że pierwszą przeczytaną przeze mnie powieścią fantastyczno-naukową był
"Eden".
Byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej, pierwszy rok w nowej szkole. Nie miałem tu jeszcze kolegów. W pierwszej klasie byłem bardzo dobrym uczniem, być może dlatego, że w tamtej szkole znałem wszystkich, bo razem chodziliśmy do przedszkola, razem bawiliśmy się na podwórku; tutaj byłem jednym z przeciętnych słabeuszy. Wszystko przez to, że moi rodzicie dostali mieszkanie na nowo-wybudowanym wrocławskim blokowisku.
Byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej, pierwszy rok w nowej szkole. Umiałem czytać, czytałem lepiej niż wszystkie inne dzieci z mojej klasy, jednak nie obnosiłem się z tym. Coś ciągnęło mnie w kosmos, marzyłem o tym, żeby zostać kosmonautą, jakoś wtedy po raz pierwszy zobaczyłem Gwiezdne Wojny. Tato powiedział mi kiedyś, że jest taki pisarz, nazywa się Stanisław Lem i pisze książki fantastyczno-naukowe. Poszedłem więc do szkolnej biblioteki i poprosiłem o jakąś książkę Lema. Pani bibliotekarka najpierw zbaraniała a potem zaczęła na mnie krzyczeć. Nie bardzo pamiętam o co jej chodziło, najprawdopodobniej miała problem z tym, że ośmiolatek chce czytać Lema. Efekt był taki, że z płaczem pobiegłem do domu. Poskarżyłem się tacie. Na drugi dzień razem z ojcem poszliśmy do szkoły. Nie wiem co tato powiedział mojej wychowawczyni i jednocześnie nauczycielce języka polskiego ale ta wzięła mnie do biblioteki i wymusiła na bibliotekarce, żebym dostał książkę Lema - to był właśnie "Eden".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz