W zeszłym tygodniu siedziałem sobie w biurze. Miałem akurat wolną chwilę - co nie zdarza się zbyt często. Myślałem sobie właśnie, że firmie przydałby się (dobry) handlowiec lub ktoś z kogo można zrobić (dobrego) handlowca bo ostatnio na (dobrych) handlowców jest posucha. Dokładnie wtedy wszedł młody człowiek z jakimiś papierzyskami w ręku i zapytał siedzącej przy pierwszym od wejścia biurko koleżanki, czy aby nie potrzebujemy pracownika...
Zareagowałem natychmiast:
- Być może potrzebujemy - odpowiedziałem nie do końca zgodnie z prawdą bo chciałem stworzyć wrażenie, że to nie nam tak bardzo na pracowniku zależy - Jeden z naszych handlowców zapowiedział, że chce zmienić pracę i co za tym idzie myślimy o kimś na jego miejsce.
Młodemu człowiekowi zabłyszczały oczy, ruszył powoli w stronę mojego biurka.
- Skoro chce pan być handlowcem to niech mi pan coś sprzeda - powiedziałem. Odniosłem wrażenie, że lekko zbladł:
- Ale co? - zapytał.
- Niech mi pan sprzeda siebie.
- Aaa - odpowiedział - Studiuję zaocznie, wcześniej skończyłem... - tu zaczął wymieniać swoje osiągnięcia szkolne. Pomyślałem sobie wtedy: „Człowieku, co mnie obchodzi jakie szkoły kończyłeś, z tego nie wynika czy nadajesz się czy nie, dlaczego nie powiesz jak masz na imię i czym się interesujesz?”.
W końcu musiałem mu przerwać i zapytałem:
- Ma pan jakieś doświadczenie w handlu?.
- Tak - odpowiedział - Sprzedawałem kosmetyki.
- Co to dokładnie znaczy? - zapytałem.
- No kosmetyki... - lekko się zapowietrzył.
- Rozumiem, że kosmetyki - odpowiedziałem i chcąc go lekko zachęcić do otwartości (pomyślałem sobie, że spełniony sprzedawca kosmetyków byłby idealnym kandydatem jakiego szukamy) sprecyzowałem pytanie - Chciałbym się jednak dowiedzieć jak i komu je pan sprzedawał a także dlaczego przestał się pan tym zajmować?.
Odpowiedział wymijająco ale w końcu udało mi się z niego wyciągnąć, że zajmował się bezpośrednią sprzedażą kosmetyków, szło mu tak dobrze że został szefem akwizytorów i w końcu go zwolnili bo za dużo musieliby mu płacić. Przyznam, że tym ostatnim lekko mnie zaintrygował, więc drążyłem temat:
- Jakie obroty pan robił?.
- No nie wiem ile firma miała z tego, ale na swoje wychodziłem - odpowiedział.
- Nie pytałem ile pan zarabiał tylko jaki wypracowywał pan obrót - znowu sprecyzowałem problem. Szybko odpowiedział:
- No nie wiem bo to firma wszystko liczyła a ja dostawałem tylko swoją część z tych pieniędzy.
Pomyślałem wtedy: „O rany, facet nie ma pojęcia co to jest obrót”. Byłem coraz bardziej pewny, że nie bardzo się nadaje. Wtedy wtrącił się przysłuchujący się rozmowie kolega:
- Radzi pan sobie z komputerem? - zapytał (Jego pytanie wynika z tego, że już nie raz mieliśmy okazję się przekonać, że łatwiej z komputerowca zrobić handlowca niż handlowca nauczyć obsługi komputera).
- Tak, bardzo dobrze, umiem obsługiwać worda, excela i maila - odpowiedział kandydat na handlowca.
- W takim wezmę od pana papiery... Albo nie, proszę mi je przesłać mailem - postanowiłem zakończyć już tą rozmowę - Tu jest moja wizytówka, jest na niej mój adres mail - mówiąc to podałem mu prostokątny kartonik - Jeżeli okaże się, że mamy wakat to napiszę do pana.
Schował wizytówkę, pożegnał się i wyszedł.
Półtorej godziny później dostałem maila: imiędamskiecośtam@jakiśtamportal.pl taki okazał się być adres mailowy chłopaka szukającego pracy. Otworzyłem zawartość, komputer natychmiast zaczął szukać czegoś w napędzie A:. Okazało się, że w treści znajduje się jeden duży obrazek i jeden odnośnik do innego obrazka zlokalizowanego na dyskietce. „Ot, geniusz komputerowy” przemknęło mi przez głowę. Na ekranie otworzył się dołączony jako załącznik do maila obrazek - okazało się, że to zeskanowane do formatu graficznego szablonowe CV... „O! Umie nawet obsługiwać ksero i fax” pomyślałem czytając pobieżnie przysłany dokument. „Ciekawe czy daje sobie też radę z komórką i kalkulatorem”...
Jak ja zachowałbym się na jego miejscu? Otóż na prośbę o sprzedaż samego siebie odpowiedziałbym tak:
„Mam na imię Ziemek, lubię czytać książki, ostatnia jaką czytałem to: 'Norwegian Wood' Haruki Murakamiego, książka osadzona w realiach Japonii lat 60-tych. Po tej lekturze wyraźnie widzę, że Japończycy już w latach 60-tych mieli problemy, do których myśmy jeszcze nie doszli, przez co widać wyraźnie jak bardzo jesteśmy w niektórych sprawach zapóźnieni. Ostatni film na jakim byłem w kinie to: 'Prawdziwa historia Czerwonego Kapturka' - rysunkowa niby-bajka, o pragnącej rozpocząć życie seksualne, młodej dziewczynie, której babcia prowadzi podwójne życie a wilk okazuje się być dziennikarzem śledczym - bardzo polecam - taki film to wspaniała rozrywka pomagająca pozbyć się stresu i nabrać ochoty do pracy. To tyle. Na kogo wypisać fakturę? Płatność gotówką czy przelewem? Gotówka premiowana jest dodatkowym rabatem. Jeżeli podpiszemy umowę o stałej współpracy rabat będzie jeszcze większy i otrzymacie dostęp do Internetowego systemu składania zamówień...”.