wtorek, 28 marca 2006

"Eden" Lema

Wczoraj zmarł Stanisław Lem. Każdy wie kim był Mistrz, prawie każdy zna jego Dzieła. Nie będę więc o tym pisał. Napiszę o tym, jak to się stało, że pierwszą przeczytaną przeze mnie powieścią fantastyczno-naukową był
"Eden".

Byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej, pierwszy rok w nowej szkole. Nie miałem tu jeszcze kolegów. W pierwszej klasie byłem bardzo dobrym uczniem, być może dlatego, że w tamtej szkole znałem wszystkich, bo razem chodziliśmy do przedszkola, razem bawiliśmy się na podwórku; tutaj byłem jednym z przeciętnych słabeuszy. Wszystko przez to, że moi rodzicie dostali mieszkanie na nowo-wybudowanym wrocławskim blokowisku.

Byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej, pierwszy rok w nowej szkole. Umiałem czytać, czytałem lepiej niż wszystkie inne dzieci z mojej klasy, jednak nie obnosiłem się z tym. Coś ciągnęło mnie w kosmos, marzyłem o tym, żeby zostać kosmonautą, jakoś wtedy po raz pierwszy zobaczyłem Gwiezdne Wojny. Tato powiedział mi kiedyś, że jest taki pisarz, nazywa się Stanisław Lem i pisze książki fantastyczno-naukowe. Poszedłem więc do szkolnej biblioteki i poprosiłem o jakąś książkę Lema. Pani bibliotekarka najpierw zbaraniała a potem zaczęła na mnie krzyczeć. Nie bardzo pamiętam o co jej chodziło, najprawdopodobniej miała problem z tym, że ośmiolatek chce czytać Lema. Efekt był taki, że z płaczem pobiegłem do domu. Poskarżyłem się tacie. Na drugi dzień razem z ojcem poszliśmy do szkoły. Nie wiem co tato powiedział mojej wychowawczyni i jednocześnie nauczycielce języka polskiego ale ta wzięła mnie do biblioteki i wymusiła na bibliotekarce, żebym dostał książkę Lema - to był właśnie "Eden".

środa, 22 marca 2006

Obrót, ksero i fax - czyli jak nie szukać pracy

W zeszłym tygodniu siedziałem sobie w biurze. Miałem akurat wolną chwilę - co nie zdarza się zbyt często. Myślałem sobie właśnie, że firmie przydałby się (dobry) handlowiec lub ktoś z kogo można zrobić (dobrego) handlowca bo ostatnio na (dobrych) handlowców jest posucha. Dokładnie wtedy wszedł młody człowiek z jakimiś papierzyskami w ręku i zapytał siedzącej przy pierwszym od wejścia biurko koleżanki, czy aby nie potrzebujemy pracownika...

Zareagowałem natychmiast:
- Być może potrzebujemy - odpowiedziałem nie do końca zgodnie z prawdą bo chciałem stworzyć wrażenie, że to nie nam tak bardzo na pracowniku zależy - Jeden z naszych handlowców zapowiedział, że chce zmienić pracę i co za tym idzie myślimy o kimś na jego miejsce.
Młodemu człowiekowi zabłyszczały oczy, ruszył powoli w stronę mojego biurka.
- Skoro chce pan być handlowcem to niech mi pan coś sprzeda - powiedziałem. Odniosłem wrażenie, że lekko zbladł:
- Ale co? - zapytał.
- Niech mi pan sprzeda siebie.
- Aaa - odpowiedział - Studiuję zaocznie, wcześniej skończyłem... - tu zaczął wymieniać swoje osiągnięcia szkolne. Pomyślałem sobie wtedy: „Człowieku, co mnie obchodzi jakie szkoły kończyłeś, z tego nie wynika czy nadajesz się czy nie, dlaczego nie powiesz jak masz na imię i czym się interesujesz?”.
W końcu musiałem mu przerwać i zapytałem:
- Ma pan jakieś doświadczenie w handlu?.
- Tak - odpowiedział - Sprzedawałem kosmetyki.
- Co to dokładnie znaczy? - zapytałem.
- No kosmetyki... - lekko się zapowietrzył.
- Rozumiem, że kosmetyki - odpowiedziałem i chcąc go lekko zachęcić do otwartości (pomyślałem sobie, że spełniony sprzedawca kosmetyków byłby idealnym kandydatem jakiego szukamy) sprecyzowałem pytanie - Chciałbym się jednak dowiedzieć jak i komu je pan sprzedawał a także dlaczego przestał się pan tym zajmować?.
Odpowiedział wymijająco ale w końcu udało mi się z niego wyciągnąć, że zajmował się bezpośrednią sprzedażą kosmetyków, szło mu tak dobrze że został szefem akwizytorów i w końcu go zwolnili bo za dużo musieliby mu płacić. Przyznam, że tym ostatnim lekko mnie zaintrygował, więc drążyłem temat:
- Jakie obroty pan robił?.
- No nie wiem ile firma miała z tego, ale na swoje wychodziłem - odpowiedział.
- Nie pytałem ile pan zarabiał tylko jaki wypracowywał pan obrót - znowu sprecyzowałem problem. Szybko odpowiedział:
- No nie wiem bo to firma wszystko liczyła a ja dostawałem tylko swoją część z tych pieniędzy.
Pomyślałem wtedy: „O rany, facet nie ma pojęcia co to jest obrót”. Byłem coraz bardziej pewny, że nie bardzo się nadaje. Wtedy wtrącił się przysłuchujący się rozmowie kolega:
- Radzi pan sobie z komputerem? - zapytał (Jego pytanie wynika z tego, że już nie raz mieliśmy okazję się przekonać, że łatwiej z komputerowca zrobić handlowca niż handlowca nauczyć obsługi komputera).
- Tak, bardzo dobrze, umiem obsługiwać worda, excela i maila - odpowiedział kandydat na handlowca.
- W takim wezmę od pana papiery... Albo nie, proszę mi je przesłać mailem - postanowiłem zakończyć już tą rozmowę - Tu jest moja wizytówka, jest na niej mój adres mail - mówiąc to podałem mu prostokątny kartonik - Jeżeli okaże się, że mamy wakat to napiszę do pana.
Schował wizytówkę, pożegnał się i wyszedł.

Półtorej godziny później dostałem maila: imiędamskiecośtam@jakiśtamportal.pl taki okazał się być adres mailowy chłopaka szukającego pracy. Otworzyłem zawartość, komputer natychmiast zaczął szukać czegoś w napędzie A:. Okazało się, że w treści znajduje się jeden duży obrazek i jeden odnośnik do innego obrazka zlokalizowanego na dyskietce. „Ot, geniusz komputerowy” przemknęło mi przez głowę. Na ekranie otworzył się dołączony jako załącznik do maila obrazek - okazało się, że to zeskanowane do formatu graficznego szablonowe CV... „O! Umie nawet obsługiwać ksero i fax” pomyślałem czytając pobieżnie przysłany dokument. „Ciekawe czy daje sobie też radę z komórką i kalkulatorem”...

Jak ja zachowałbym się na jego miejscu? Otóż na prośbę o sprzedaż samego siebie odpowiedziałbym tak:
Mam na imię Ziemek, lubię czytać książki, ostatnia jaką czytałem to: 'Norwegian Wood' Haruki Murakamiego, książka osadzona w realiach Japonii lat 60-tych. Po tej lekturze wyraźnie widzę, że Japończycy już w latach 60-tych mieli problemy, do których myśmy jeszcze nie doszli, przez co widać wyraźnie jak bardzo jesteśmy w niektórych sprawach zapóźnieni. Ostatni film na jakim byłem w kinie to: 'Prawdziwa historia Czerwonego Kapturka' - rysunkowa niby-bajka, o pragnącej rozpocząć życie seksualne, młodej dziewczynie, której babcia prowadzi podwójne życie a wilk okazuje się być dziennikarzem śledczym - bardzo polecam - taki film to wspaniała rozrywka pomagająca pozbyć się stresu i nabrać ochoty do pracy. To tyle. Na kogo wypisać fakturę? Płatność gotówką czy przelewem? Gotówka premiowana jest dodatkowym rabatem. Jeżeli podpiszemy umowę o stałej współpracy rabat będzie jeszcze większy i otrzymacie dostęp do Internetowego systemu składania zamówień...”.

Etykiety

ludzie (48) awantura (43) polityka (31) Oko Proroka (23) technikalia (11) spam (9) praca (7) prawo (7) Allegro (6) telefonia (6) aukcje (5) forum (5) Wrocław (4) Nauka (3) Racjonalizm (3) kino (3) Enterprise (2) NAPISY (2) Poczta (2) Star Trek (2) Star Wars (2) bank (2) kaczka (2) klub (2) komputer (2) sklep (2) Atlantis (1) Avatar (1) Cameron (1) FSM (1) POGF (1) SG1 (1) SGA (1) acer (1) crapware (1) film (1) inpost (1) jedzenie (1) laptop (1) netbook (1) piłka (1) software (1) sport (1) tybet (1) windows (1) www (1)