Wszędzie dookoła polityka. Wiadomo, czas żniw - czyli wybory. Wielka manifestacja demokracji - wydawać by się mogło. Mądre głowy w telewizorze wygłaszają oklepane opinie o tym, że kto nie głosował ten sam wykluczył się z demokracji i nie może on teraz komentować politycznych wydarzeń. Co ciekawe, Ci sami ludzie przed wyborami wygłaszali troszkę inne poglądy. Konkretnie mam na myśli profesora Bartoszewskiego, który powiedział przed wyborami: "nie wybieraj łobuza na posła". Dokładnie tak zrobiłem i nie poszedłem głosować.
To była świadoma i przemyślana decyzja. Jestem przedstawicielem negatywnego elektoratu PiS, SLD, PSL, LPR, Samoobrony, SDPL, PJKM, PPP oraz PO. Z tego całego "panteonu" najmniej drażni mnie PO. Gotów byłbym co prawda oddać mój głos na PO ale... Nie byłem do tego do końca przekonany. Kiedy patrzyłem jak notowania PO lecą w dół za sprawą znikającego z pokoju dziecinnego pluszowego słonia nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że politycy PO to amatorzy, którzy nie potrafią przygotować i prowadzić kampanii wyborczej. Dostali kopa w jaja a zamiast wstać i odwinąć napastnikowi w szczękę i to tak, żeby przez następny miesiąc szukał po podłodze swojego uzębienia oni usiedli i z płaczem wołali: „panie sędzi, faul!”. Być może gdyby skoncentrowali by się na przekonaniu mnie, że będą mniejszym złem to dostaliby mój głos. Zupełnie się jednak zgubili i o elektoracie, który reprezentuję wcale nie pomyśleli. Proszę więc nie mieć do mnie żadnych pretensji!. Mam prawo nie głosować i z tego prawa skorzystałem. Wygląda na to, że PO zupełnie nie wzięło sobie do serca tego co zrobił im pluszowy miś. W wyborach prezydenckich rolę misia przejął pan Kazimierz Marcinkiewicz i co zrobiło PO? Ano nic. Panie i panowie! Gdzie Wasze jaja???
Potrafię sobie jednak wyobrazić co mogłoby sprawić abym w dniu wyborów udał się do lokalu wyborczego już o 5.30 rano i grzecznie ustawił się w kolejce wyborców... Wystarczy abym mógł głosować na człowieka a nie na partię i dodatkowo abym mógł wybrać spośród tych parlamentarzystów którzy kończą swoją kadencję takich, którzy mi zupełnie nie odpowiadają a którym chciałbym dać czerwoną kartkę. Mam na myśli swoisty system wystawiania ocen, który polegałby na tym, że kiedy 500 tys. wyborców wystawi konkretnej osobie ocenę niedostateczną to wtedy taki ktoś zostanie pozbawiony możliwości pełnienia państwowych funkcji przez dekadę. Jeżeli 5 mln - dożywotnio, ponad 10 mln – taki ktoś powinien zostać pozbawiony polskiego obywatelstwa, całego majątku i odstawiony do granicy naszego kraju. Ręczę, że przy takim systemie byli premierzy, umoczeni po uszy w aferach łapówkarskich nie będą z szelmowskim uśmiechem komentować sondaży przedwyborczych. Po za tym, powinna istnieć możliwość odwołania posła. Jeżeli pan Jan Kowalski z okręgu wyborczego nr 111 uzyskał 12000 głosów to w przypadku, w którym 12001 osób z tego okręgu podpisze wniosek o jego odwołanie – powinien zostać odwołany. Być może różnica pomiędzy łobuzem a człowiekiem porządnym wynika właśnie z tego, że ten drugi jest świadomy odpowiedzialności za swoje czyny i swoje decyzje. Potrafi się także rozliczyć z powierzonej mu władzy a nie tylko deklarować, że "weźmiemy za to odpowiedzialność"...
To jeszcze jednak nie koniec wyborów. Przed nami wybory prezydenta. Tym razem odwiedzę komisję wyborczą i oddam swój głos. Z góry wykluczam desperatów, którzy mają prezydenckie ambicje i zupełny brak poparcia. Oddam swój głos przeciwko panu Lechowi Kaczyńskiemu nawet kosztem tego, że to oznacza głosowanie na pana Donalda Tuska. Trudno, wybieram mniejsze zło...