Polacy pożegnali Papieża Polaka Jana Pawła II. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że przy okazji bardzo duża ilość ludzi wpadła w jakiś amok. Narodowa psychoza wywołana przez medialną szopkę. Za sprawą polskich mediów, które na okrągło nadawały kościelno-narodową papkę informacyjną w takim natężeniu, że nawet piszący te słowa popadł w chwilowe uwielbienie narodowe...
Zaczęło się od transmisji ze śmierci Papieża. Media zrobiły z tego widowisko, telewizyjny show. Co godzinne konferencje prasowe i specjalne wydania wiadomości, które sprowadzały się do pytania rzecznika prasowego Watykanu: „Czy umarł już?”. „Nie, jeszcze dycha” - odpowiadał rzecznik. I zaczął się obłęd. Odwoływano kolejne imprezy, przerywano trwające mecze piłkarskie, wypraszano gości z imprez weselnych. Wszystko dlatego, że media informowały o pogarszającym się stanie zdrowia. Następnego dnia, wieczorem Ojciec Święty umarł. Ogłoszono narodową żałobę. Wyrósł las narodowych flag, do których przywiązywano czarny kir. Kościoły pękały w szwach. Wielkie pochody ludzi trzymających w rękach zapalone znicze przemieszczały się ulicami polskich miast.
{mosimage}Społeczeństwo, w którym nie można rozwiązać problemu psich odchodów na chodnikach spontanicznie organizowało sobie plenerowe spotkania żałobne w których uczestniczyły setki tysięcy osób. Na miejscu tych spontanicznych spotkań w cudowny sposób pojawiła się pełna infrastruktura techniczna, dzięki której można było odprawiać medialne msze święte oraz oglądać na telebimach transmisje z pogrzebu w Watykanie. Wszystko to każdy Polak mógł oglądać w swoim telewizorze na dowolnym kanale.
Na fali ogólnonarodowej żałoby pod presją fanatycznego tłumu pojednali się kibice Cracovii z kibicami Wisły Kraków, prezydent Wałęsa podał rękę prezydentowi Kwaśniewskiemu a Tomasz Lis miał łzy w oczach – prawdziwy majsterszyk speców od make-upu telewizyjnego.
Dokładnie 11 lat temu w dalekiej Rwandzie w największej masowej masakrze XX wieku, na tle etnicznym pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu zginęło około miliona ludzi. Gdzie wtedy były te wszystkie medialno-narodowe autorytety etyczne? Siedzieli cichutko w swoich norach mając głęboko w nosie te wydarzenia. Żadna ze stacji telewizyjnych nie raczyła nawet wspomnieć, że 7 kwietnia mija 11 rocznica tych wydarzeń. Narodowa medialna hipokryzja.
Na koniec pojawiła się też agresja. Kilku nadgorliwych żałobników, w prawdziwie „miłościwym” duchu, zaczęli mieć pretensje wobec tych, którzy mieli śmiałość zupełnie inaczej przeżyć te dni. Pozdrawiam wszystkich, którzy nie ulegli masowej psychozie.